Opublikowany w 1742 roku, w drugiej francuskiej edycji Konstytucji Andersona tekst zat. Discours Preliminaire (Mowa Wstępna) (1) zyskał niezwykłą poczytność w osiemnastowiecznych kręgach wolnomularstwa, poczytność nie mniejszą niż sama „biblia masońska” opracowana przez Wielką Lożę Londynu (2). Wydawca Mowy, markiz de la Tierce mylnie przypisał jej autorstwo wielkiemu mistrzowi Francji w latach 1738-1743, diukowi d’Antin (3). Pomyłka markiza być może wynikała z faktu, że autor jednego z najważniejszych tekstów w dziejach „sztuki królewskiej” nie był już w danym momencie wolnomularzem (4); nie jest też wykluczone, że w 1742 roku mało kto pamiętał, iż cytowana in extenso mowa wygłoszona została w Paryżu, w dniu 21 marca 1737 roku przez kawalera Andrew Michaela Ramsay’a, Grande Orateur de 1’Ordre (wielkiego mówcę Zakonu) – na zakończenie ceremonii inicjacyjnej (5). Tekst przemówienia miał też – według jednego z przekazów – znaleźć się na biurku szefa dyplomacji francuskiej, kardynała Andre Hercule de Fleury (1653-1743) (6). Opiniowanie mów lożowych nie należało ani do obowiązków ani też przywilejów ministrów Ludwika XV. U schyłku lat trzydziestych XVIII stulecia masoneria stawała się, co prawda, ulubioną rozrywką monarchów – ale nie we Francji, ani też w innych monarchiach katolickich. Wiodąca oficjalnie swą historię od średniowiecznych budowniczych, the Royal Art – „sztuka królewska” – przeżywała wyraźny kryzys w państwie Bourbonów (7). Minął urok nowości rozpowszechnionego tu od 1730 roku systemu Wielkiej Loży Londynu, który wyparł z Francji i innych krajów kontynentalnych oryginalny system katolickiej, tak zwanej jakobickiej masonerii (8). W opinii braci francuskich praktyka lożowa zaczęła niebezpiecznie rozmijać się ze szczytną teorią. Krytykowano we Francji wysokie – a nie znane wcześniej w protestancko skąpej Anglii – koszta członkowskie, szczególnie zamiłowanie do wystawnych bankietów. Dla przedstawicieli „stanu trzeciego” przywilej przestawania na równej stopie z arystokracją okazał się kosztowny; „klasie próżniaczej” trzeba było dorównać w rozrzutności. Demokratyczny eksperyment na gruncie wspólnego zamiłowania do zabawy okazał się niewypałem. Aby „sztuka królewska” mogła rozwijać się nadal, należało poszukać innej, bardziej uniwersalnej i tańszej formuły lożowego braterstwa (9).